Recenzje książek

Iskra światła – Jodi Picoult

Jodi Picoult to autorka, po której książki sięgam w ciemno. Nawet nie czytam opisu na stronie wydawnictwa, ponieważ nie chcę psuć sobie przyjemności z poznawania lektury. A, że autorkę uwielbiam i jeszcze mnie żadną swoją historią nie zawiodła, to wiem, że mogę tak zrobić. Dokładnie tak samo było w przypadku „Iskry światła„, najnowszej pozycji wydanej nakładem Wydawnictwa Prószyński i S-ka. Gdy do mnie dotarła, wieczorem położyłam synka spać, wygodnie rozsiadłam się na łóżku i… przepadłam.

Historia ma miejsce w klinice dla kobiet, w której wsparcie dostanie każda kobieta w potrzebie. Jak każdego dnia, lekarze i pielęgniarki mają tam bardzo dużo pracy, ponieważ to jeden z nielicznych ośrodków, który jeszcze funkcjonuje i którego demonstranci nagminnie oblegają. I to właśnie w taki dzień, gdy od rana nie wiadomo w co ręce włożyć, do kliniki wpada mężczyzna, który zaczyna krzyczeć i strzelać. Na miejsce dociera negocjator Hugh McElroy, przygotowuje się do pracy zabezpieczając teren i zbierając informacje o napastniku. I nagle dostaje wiadomość, przez którą ta sprawa nabiera osobistego znaczenia.
„Wszystko zależy od okoliczności. Czasem wyboru trzeba dokonać wbrew sobie, z konieczności. Na tym polega honor.”
Jodi Picoult stworzyła powieść, która pokazuje, że nic nie jest albo tylko czarne, albo tylko białe. Podjęła się tematu, który porusza do głębi i wzbudza kontrowersje w wielu krajach, także w Polsce. Aborcja, bo o niej w tej książce mowa, jest zamierzonym zakończeniem ciąży za pomocą działań zewnętrznych – tabletek, bądź zabiegu, efektem czego jest śmierć płodu lub zarodka. I choć może być legalna na przykład z powodu gwałtu lub zagrożenia życia matki, to mimo wszystko znajdą się osoby, które wiedzą lepiej, co jest właściwe dla nienarodzonego dziecka.

W powieści znajdziemy bardzo dobrze wykreowane postacie, tak bardzo różne od siebie, reprezentujące odmienne stanowiska. Mamy tu między innymi pielęgniarkę, która mimo paraliżującego strachu stara się pomóc wszystkim potrzebującym podczas ataku; lekarza, który wykonuje swoją pracę w imię wiary; obrończynię życia, która znalazła się w klinice pod przykrywką w celu zdemaskowania lekarzy; młodą dziewczynę pragnącą usunąć ciążę i drugą, która przyszła po tabletki antykoncepcyjne, aby nie musieć w przyszłości podejmować takiej decyzji, jak część pacjentek Ośrodka. Do tego napastnika, George’a, który mści się na pracownikach i pacjentach za krzywdy, które go spotkały, a także negocjatora Hugh McElroy’a, jednego z najlepszych w swoim fachu, dla którego cała sprawa zaczęła mieć osobisty wymiar.

Autorka odważyła się na poruszenie trudnego tematu w sposób bardzo obiektywny. Czytając powieść trudno odgadnąć, jakie dokładnie stanowisko wobec aborcji zajmuje. W „Iskrze światła” przedstawiła kilka punktów widzenia. Każda z postaci miała swoje argumenty i swoje powody, dla których trzymały się takiego, a nie innego poglądu na przerwanie ciąży. Stopniowo odkrywa karty za pomocą akcji prowadzonej „wstecz”, ale bez obaw – punkt kulminacyjny znajduje się na właściwym miejscu. Nieczęsto spotykam się z takim zabiegiem literackim. Choć początkowo sprawiło mi to nieco kłopotu, aby się odnaleźć w fabule, tak teraz uważam, że był to strzał w dziesiątkę. Stopniowe zgłębianie się w przeszłość sprawia, że poznajemy dokładne stanowisko i motywy bohaterów, zapominając o naszych wcześniejszych osądach i nie skupiając się na niczym innym, tylko na postaciach.

Iskra światła” jest książką napisaną prostym językiem, zawierającą dużo treści, ale oszczędną w słowach. Ta historia aż krzyczy do czytelnika, aby nie pozwolić sobie na osądzanie innych bez poznania przyczyn ich postępowania. Nie powinno się mierzyć wszystkich jedną miarą, bo może się okazać, że prawda wygląda zupełnie inaczej, niż się początkowo wydawało. I choć mam wrażenie, że o aborcji zostało powiedziane już naprawdę dużo, to autorka pokazuje, że to wciąż ważny i trudny temat, nad którym warto czasem się trochę pochylić i odnieść do niego obiektywnie.

Powieść nie zmieniła mojego myślenia o aborcji, ani nie sprawiła, że zaczęłam żywić jakiekolwiek negatywne uczucia wobec reprezentantów którejś z grup. Nie należy również do moich ulubionych pozycji w dorobku autorki. Jednakże uważam, że Jodi Picoult stworzyła historię, po którą powinno sięgnąć jak najwięcej ludzi. Otwiera oczy, uświadamia, a także pomaga uporządkować swoje stanowisko. Wywołuje refleksje i może być punktem zaczepienia w wyrobieniu sobie swojej własnej opinii, gdy się jeszcze jej nie ma. Jak najbardziej polecam.

16 komentarzy

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *