Recenzje książek

Nasze małżeństwo – Tayari Jones

O naszym życiu nie zawsze w pełni sami decydujemy, lecz często więcej do powiedzenia ma los czy zbiegi okoliczności. Roy znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie. Wraz ze swoją żoną Celestial wybrał się do hotelu w rodzinnej miejscowości, w którym kiedyś pracowała jego mama Olive. To właśnie tam chciał z ukochaną wyruszyć w podróż do przeszłości, zaczynając od momentu i miejsca, w którym prawie przyszedł na świat. Sprzeczka z partnerką i wypowiedzenie ich magicznego hasła powstrzymującego rozmowę na piętnaście minut sprawiły, że mężczyzna wyszedł do hotelowego holu, aby ochłonąć i zebrać myśli. W tym czasie pomógł starszej kobiecie donieść lód do jej pokoju, naprawił spłuczkę i zwrócił uwagę na poluzowaną klamkę. Wrócił do żony i wcześniejszej rozmowy. I wszystko byłoby w porządku, gdyby nie nagła pobudka w środku nocy i rzucone przez starszą panią oskarżenie. W tym momencie wszystko potoczyło się ekspresowo – areszt, sprawa sądowa i odsiadka. Takie wydarzenia zmieniają ludzi i ich dotychczasowe życie już na zawsze.

Nasze małżeństwo” to książka, którą trudno mi ocenić. Spędziłam z nią dwa dni, czytając w każdej wolnej chwili. Żyłam tą powieścią i miałam wrażenie, że również życiem bohaterów. Początek bardzo mnie rozczarował, podejrzewałam, że będzie to kolejna pozycja o młodym małżeństwie, które szybko się skończyło z powodu sprzeczek i wielu nieporozumień, być może nawet z powodu jakiejś zdrady. Okazało się, że nieco minęłam się z pomysłem autorki. Tayari Jones stworzyła historię o Afroamerykanach, którzy już ze względu na pochodzenie i kolor skóry nie mają w życiu łatwo. Stereotypy, uprzedzenia, gorsze traktowanie… Według mnie młode małżeństwo od początku nie było silne, w pełni zaangażowane, już bez brania pod uwagę ich pochodzenia, więc wyrok skazujący wystawił ich miłość na dodatkową, cięższą próbę. 
Historię poznajemy z punktu widzenia trzech osób – Roya, Celestial i ich wspólnego przyjaciela Andre. Rozdziały były pisany z perspektywy którejś z tych osób, w międzyczasie poprzeplatane listami pisanymi przez ukochanych. Pomysł na korespondencję więzienną do mnie przemówił i uważam to za jedną z ciekawszych rzeczy w książce. Brakowało mi natomiast dat, albo chociaż lat, w których dany list był pisany. Dzięki niektórym z nich mogłam odnaleźć się w czasie, ale nie zawsze się to udawało. Z drugiej strony Tayari Jones w „Naszym małżeństwie” dała sobie wolną rękę co do „zgrabnego” przeskakiwania w fabule, gdyż jedne listy były pisane na przełomie kilku miesięcy, inne na przełomie lat. I choć główny wątek powieści nieco mnie rozczarował to wątki poboczne uratowały w mojej ocenie powieść. Podobały mi się opisy pracy Celestial, a także wzmianki o rodzicach Roya, którzy są takim typowym przykładem kochającego się małżeństwa, które niezależnie od wydarzeń w życiu, zawsze się wspiera i przetrwa każdą próbę, jaką rzuci im los. Za to niektóre rozdziały mogłyby w ogóle nie istnieć, bo za wiele nie wnosiły do całej historii. Odnosiłam wrażenie, że są taką… zapchajdziurą, aby było coś więcej wspomniane o danym bohaterze.
Autorka pokazała, jak ważna jest rodzina, wsparcie, szczera rozmowa, prawdziwe uczucie. To, że nie warto pochopnie podejmować decyzji o małżeństwie, bo byle nieporozumienie może rozsypać związek, tak jak podmuch wiatru rozsypuje domek z kart. Życie nie zawsze jest usłane różami, nie zawsze będą same dobre momenty. Jest to również książka o dyskryminacji, uprzedzeniach, stereotypach. Pozycja, która pokazuje, że nadal pochodzenie dla wielu ludzi ma ogromne znaczenie i przekłada się to na wydawanie osądów.

2 komentarze

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *